Grzegorz Turnau
Nie mam nic wspólnego z Grzegorzem Turnauem. Czy G. T. ma coś wspólnego z Japonią, nie wiem. Ale miłośniczką Grzegorza Turnaua jest Meichan. Gdy w ostatnim roku M. była w Polsce, udało jej się być na jego koncercie. Opowiedziała o tym na Konkursie Krasomówczym w Ambasadzie Polskiej w Tokio (tu powinien być odsyłacz do strony www, której jeszcze nie napisałem). Z tego wystąpienia wycinam fragment, który daje wiele do myślenia o naszym stosunku do języka ojczystego.
Po koncercie czekałam z kilkunastoma fanami Grzegorza przed drzwami, za którymi odpoczywał mój idol. Po paru minutach wreszcie otwarto te drzwi i pozwolono nam wejść. Tuż przed moim nosem stał wysoki, przystojny pan – wymarzony Grzegorz Turnau! Stojąc w kolejce czułam się bezgranicznie niespokojna. „Czyż to nie jest sen, że mogę z nim porozmawiać po polsku!?” W końcu padła na mnie kolej.
– „Dzi…dzień dobry panu…” powiedziałam.
– „Hi! Nice to meet you.” on odpowiedział uprzejmie po… angielsku. „What’s your name?”
– „Mam na imię Meiko.”
– „Did you like my show?”
– „Ta… tak!”
I tak wyglądała cała nasza rozmowa; ja starałam się mówić jako tako po polsku, a on ładnie po angielsku. Dał mi autograf, potem zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie, i niestety już był czas na pożegnanie. Opuszczając tamto miejsce, zawołałam do niego. „Kocham Pana!”. I dopiero wtedy usłyszałam od niego język polski. Powiedział: „Aha.”
Mimo wszystko nadal uwielbiam go i właśnie to spotkanie zachęciło mnie do dalszej nauki języka polskiego.
Naprawdę warto uczyć się polskiego!









Dodaj komentarz