Kusaya
Chociaż czosnek i cebula powszechnie uznawane są w Polsce za zdrowe, ich zapachu raczej unikamy. W innych częściach świata spożywa się pokarmy, których zapach może być dla polskiego nosa trudniejszy do akceptacji. Powszechnie znane w Japonii natto to jeden z takich „pachnących inaczej” składników japońskiej diety. Aż do wczoraj myślałem, że natto pachnie najgorzej z japońskich pokarmów.
Do wczoraj! Wieczorem spotkałem się ze znajomymi w jednej z japońskich restauracji w Yotsuya. Zaczęliśmy tradycyjnie namabiru i sashimi. Ale prawdziwym celem tej wyprawy była gorąca sake – napój, który uwielebiam nie mniej niż (Duda, ty szowinistyczna męska świnio!) Japonki, które napełniają każdą kolejną czarkę. Nie masz na świecie kobiet, które potrafią to robić z takim wdziękiem. Znając czy też tylko zgadując tę moją słabość, Onuma-san zadbał o to, by M…chan siedziała obok mnie. Gdy już się nieco rozochociliśmy, zaczęliśmy śpiewać najbardziej japońską z japońskich piosenek, czyli „Szła dzieweczka do laseczka”. Powtarzają ją tu (z japońskimi słowami, oczywiście) przynajmniej z raz dziennie w różnych programach telewizyjnych i reklamach. Potem były inne piosenki (Nie płacz, kiedy odjadę, sercem będę przy Tobie… – z okazji mojego bliskiego wyjazdu z Japonii) i inne przysmaki, a wreszcie kusaya.
Powienienem był zgadnąć, że coś jest na rzeczy, już wtedy, gdy po tym zamówieniu kelnerka uznała mnie za prawdziwego Nihonjina, czyli Japończyka. Zamówić było łatwiej niż zjeść. A wszystko przez ten zapach, co ja mówię – odór, fetor. Stajenny. Zaczęło mi się zbierać na wymioty. Wytrzymać jeszcze chwilę.
Kusaya to ryba, najczęściej makrela, namoczona w solance (sos kusaya) i wysuszona. Roztwór do namaczania stosuje się wielokrotnie, stąd zapewne ten specyficzny zapach. Ten sposób preparowania ryby wywodzi się z wyspy Izu, położonej na południe od Tokio. Zapach kusaya jest nie tylko odrażający, ale także niesamowicie przenikliwy i trwały. Wydaje mi się, że jeszcze dziś cały śmierdzę.
Zjadłem kilka kawałków. Wyśmienite! Z kusaya jest chyba tak, jak z natto. Zjesz raz, i potem już nie możesz bez niego żyć. Czekam, z kim by tu wyskoczyć na kolację. Gdzie dają w okolicach mojego hotelu. Smacznego!
Ciekawe, co jeszcze odkryję z takich kulinarnych rarytasów?









Nie wiem dlaczego, ale mi się podoba ten blog
willow powiedział 19-06-2007 @ 22:26