O stronie
W sytuacjach nieoficjalnych Japonię nazywamy Krajem Wschodzącego Słońca. To określenie jest kalką japońskiej nazwy tego kraju: Nihon lub Nippon, co zapisuje się dwoma znakami kanji: 日本 (日 «słońce», 本 «korzeń, pochodzenie»). Nazwę wymyślili Chińczycy – słońce przychodzi bowiem do nich z położonych na wschodzie Wysp Japońskich. Doświadczenie językoznawcy każe mi zachować dystans wobec takich wyjaśnień. Prawda to li, czy tylko kolejny przykład etymologii ludowej?
Co słonko widziało? to wspomnienia z Japonii, zapis moich wrażeń i spostrzeżeń. Zaczynam je pisać na krótko przed wyjazdem. Na początku pobytu w tym kraju nie rozumiałem wiele, wiedziałem jeszcze mniej. Dziś wiem więcej, ale czuję wyraźnie, że rozumiem jakby mniej, a z całą pewnością zdecydowanie za mało. Nie piszę jednak uczonej rozprawy o Kraju Wschodzącego Słońca, lecz spisuję tylko to, co widziałem i słyszałem, przez ponad dwa lata podglądając z dystansu – jak czyni to gorące, japońskie słońce od początku dziejów tego kraju – ludzi, sytuacje i miejsca.
Mniej więcej od końca marca w Tokio zaczyna się coraz wilgotniej. Powietrze powoli staje się coraz mniej przeźroczyste. Pod koniec kwietnia z okien mojego pokoju nie widzę już góry Fuji. Tak jak ja, japońskie słonko widzi coraz mnie… Byłem tu jak to słonko, widziałem, ale moje pole widzenia było dość ograniczone. Przeszkodą najważniejszą była i jest nieznajomość języka japońskiego. Źródłem mojej wiedzy o Japonii zkonieczności były książki i gazety w języku angielskim, rzadziej w polskim. Wiele dowiedziałem się z rozmów z Polakami oraz z Japończykami mówiącymi po polsku. Nigdy nie wątpiłem w prawdziwość i szczerość tego, co dowiadywałem się z tych rozmów. Niemniej jednak zawsze były to informacje z drugiej ręki, przefiltrowane przez lata nauki języka, lektur i polsko-japońskich kontaktów. Do tych rozmów będę się tu jeszcze wielokrotnie odwoływał. Już teraz dziękuję wszystkim moim rozmówcom, przede wszystkim za cierpliwość, którą nieraz wystawiałem na próbę, zadając pytania błahe, śmieszne, zbyt bezpośrednie etc., by nie użyć mocniejszych określeń.
Spisuję te wspomnienia z pamięci. Kolejność spisywania, znaczona datami nie ma tu absolutnie żadnego znaczenia. Zamiast datami, które komputer wstawia mechanicznie, lepszym przewodnikiem po zawartości będą tytuły poszczególnych fragmentów (komputer dzieli je na kategorie). Życzliwych i nieżyczliwych czytelników zapraszam do nadsyłania komentarzy, sprostowań i uzupełnień. Niestety, ze względów bezpieczeństwa (ochrona przed spamem) trzeba się najpierw zarejestrować i zalogować w systemie.
Dwa lata temu ukazała się w Polsce książka Joanny Bator „Japoński wachlarz”. Spotkała się ona z bardzo przychylnymi opiniami w Polsce i raczej z chłodnym przyjęciem wśród japonistów i Polaków w Tokio. Poznański japonista Arkadiusz J. zatytułował swoją recenzję tej książki „Co słonko widziało?” W błyskotliwym tekście tytuł miał wydźwięk ironiczny. Moim zdaniem J. zatytułował swoja recenzję nietrafnie, najlepsze bowiem fragmenty „Wachlarza” to opisy tego, co autorka widziała, najgorsze natomiast są w tej książce uczone dywagacje feministyczno-antropologiczne. Czytając J., pomyślałem, że może warto by kiedyś napisać, co oczy widziały. Biorę więc od niego tytuł, mając nadzieję, że nie pójdę tropem Joanny B. Czy mi się to uda?









Dodaj komentarz